strach
zgasił światło
wepchnął myśli w ciasną kulę
zacisnął kręgi
rozkazał zacisnąć zęby
było ciasno ciemno
ból wrzeszczał z rozpaczy
przerażeniem w oczach milcząc jednocześnie
sparaliżowany wszechobecnie
nie było nikogo
to przez ten strach
to przez strach!
paskudny strach! - na wróble chyba!
ściany mruczą do siebie
cztery ściany milczą!
milczenie wychodzi po ścianach chce do sufitu - bezczelne kłamie
kolejna dziura
strach siedzi w niej jakby kleił się w moje kroki gesty
nie pozwalał na nic
rozpanoszył się wszędzie
w szyderczym uścisku
znalazł wygodne miejsce
rozłożył się jak w wygodnym fotelu
ani myśli odejść
jeszcze cię strachu, strachem na wróble wystraszę!
8 lutego 2012
o miłości zakazanej
co znaczy ubzdurać? - zapytano
nim otrząsnąć zdołałam się z wybudzenia sennego
i otóż ta myśl niejednaka nabrała znaczenia
oceniam owo znaczenie z perspektywy bliskiej i dalekiej
bliskości chorej i zdrowej w początku
cóż zostaje z miłości...
ano,
dokładam teraz rozumowi wolności
nie jako składnika najważniejszego ale bardziej obiektywnego
otóż wytworem wyobraźni stało się mniemanie
że to co jest nieosiągalne z przyczyn różnorakich
może sycić fantazję do granic a nawet bez granic
w szaleństwie telepatycznych zdolności
i intuicyjnym postrzeganiu
nadzmysłami łamiąc zakaz...
wkrótce po przebudzeniu
cztery ściany rano wygladają jak cztery ściany
a wrażenie bliskości i ciepła drugiej osoby jest rozmazane
upojenie szczęściem i słowami że jest mi z Tobą cudownie
dostaje nagiego wstrząsu
z braku dotyku -
ma dłoń została oszukana
bo nie znalazła nikogo po przebudzeniu
zakaz niestosowności w miłości
nie ma się nijak do czegoś co nazywa się grzechem
a tym samym złem
miłość jest niepodważalnym dobrem
przeżywanie uczuć jest fascynujące -
szuka wcielenia
28 stycznia 2012
pora świadomości
niech mnie zaboli i zgniecie
ciężar świadomości
by odfrunął zaraz na zawsze
niech mówi coraz lżej
coraz bardziej czystymi słowami
niech wypowie wszystko
o tym, że warto było walczyć - o co?
że warto było rozkwitać -
za jaką cenę...?
niech zdrowieje teraz chęć
życzenia bycia szczęśliwą
na pograniczu miłości i nadziei
urwanej obsesji i pustki
niewiary i wiary
niech mówi
najmocniej z ambitnym sensem egzystencjalności
aż do ostatniego słowa,
aż do ostatniej iskry bólu
aż płomień rozpali się wolnością
i uwolni umysł od niegodziwego traktowania
a duszę i ciało rozpromieni
konsensusem wzajemnego wypełniania się
tak, aby darując siebie odczuwać radość i szczęście
że jest się
kochanym
25 stycznia 2012
zdeptaliśmy
zdeptaliśmy naszą miłość
zdeptaliśmy młodość
zdeptaliśmy obu piękność
wspólnej obecności
już nie ma
Twój kawałek świata we mnie obumiera
niestety bardzo powoli...
obdarci ze wszystkiego
ze wszystkich stron
przez głodne kruki i wrony
wydziobani ze świeżo-posianego ziarna wiosną
nim przyszła jesień
to my - nasza cząstka świata
przetrwała w oddal rzuconą
mgłą
zdeptana
wytrąciła czas kochania
zdeptali nas nasi...
we mgle czekania
w obcym cieniu bezradności
zdeptaliśmy siebie
zużyliśmy
wrzucając życie do kosza
nasze życie -
ten jedyny sens młodości
dla którego warto było rozkwitać...
przyszła pora świadomości...
rozdarte sumienie płonie
żywą iskrą smutku
budzenie podaję w wątpliwość losu
smutek zostaje smutkiem
ból - niemiłosierdziem,
z iskry płomieniem...
23 stycznia 2012
urwane...
kawałki nieba nad kawałkiem piekła
drepczą butami cichutko
po kawałku sklejonego własnymi dłońmi
elektronicznego budzika
ostatecznością zawiedzione
kawałki wzruszeń tysiące powstają
postacią nie uformowaną ładnie
do licha z wami
to tu to tam strzępki
śpią z psem pod baczną uwagą
natrętne insekty życia intymnego
wiercą dziurę w pustej skrzyni
czegoś z napisem nie wiem
nie ma środka by wyeliminować ich zupełnie
gniją urwane
póki co...
dopóty świeżość nieba nie wypowie ostatniego słowa
13 stycznia 2012
przyjdzie
dziś w poranku wschodzącego słońca
rześkie brzmienia obłoków
malowały żywą tęsknotą ramiona czasu
objęłam to pocałunkiem
całowałam czas
który tu i teraz trwał -
kreślił obecność jedną chwilą
przekazem piękna
patrzyłam...
on przyjdzie tu i teraz jeszcze nieraz
będzie
wspólnym zachwytem
nad wschodzącym słońcem
połączeniem westchnień nad zachodem
kołysanką miłości
nad...
13 stycznia 2012
dalej
iść bez znaczenia
aż potknąć się i nie pytać
dalej móc...
by potem powiedzieć:
zaiste, nie było tak źle
życie przegrać
bo kto powiedział jak się wygrywa?
żeby teraz wygrać
rozliczyć się trzeba
nie pytając już
mieć siłę
walczyć o kawałek nieba
9 stycznia 2012
słyszę zgryźliwy syk ciszy
odbijającej się od ścian
przeraźliwym jękiem
słyszę frazę:
zasypiam bezpiecznie
objęta cała
obejmując Ciebie też
spokojem
w czuwaniu najatrakcyjnieszym z możliwych
w Twoim oddechu
słysząc melodię serca
w poznaniu najdelikatniejszym
jak płatkowa burza snieżna szalejąca
która jako skarb przyniosła Cię w rękawie śnieżnego Anioła z niebios
anieliście przejrzyście bieliście
rozumiem ciszę
rozumiem milczenie
rozumiem dar najświętszy od Najwyższego
obcuję wspólnie rozumieniem i nieodzowną frazą samotności
samotność jak krucha szarlotka
może skruszyć chwilę by pochłonąć masę jabłkową
i w tym sposobie przedostać się w rozkosz pełną
samotność która wbiegła w życie
wdarła się we wszystkie zakątki wiary
we wszystkie zakamarki nadziei
w tajemnicę życia
może skruszyć swój łeb jak pietruszka
zasmaczona szarlotką
i spełnieniem wypełniać marzenia
bo tam wśród dźwięków samotności
panuje teraz miłość
otulona ciepłym kocem i
myślą silniejszą od strachu
najsilniejszą
31 grudnia 2011

